Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Pomozmy jej ona potzrebuje pomocy!1
Pomozmy jej ona potzrebuje pomocy!1
Cialem psiarze i psiarki!!
Wiem ze dawno nie pislam ale teraz wiele wiele wiele sie dzieje w moim zyciu.Pisze na razie na blogu o mnie wiele zeczy o kotruch nie moge powiedziec inaczej tam sie wyazywam tam pisze o myh smutkach wiec jak na razie wiecie nie milam czsu ale postaram sie to wszytko nadrobic.Sorka ze was zaniedbuje was i bloga.
Dzis wstaiwe wazny news o schronisku i bankructwie lecz o dobrych checiach i potrzebie pomocy.....
Malarka Bożena Wahl (72 l.) miała wszystko: sławę, pieniądze, wygodne życie. Ale 13 lat temu wyrzekła się luksusów, założyła przytulisko dla psów i poświęciła się im. Teraz zwierząt jest za dużo. Grozi im powolna śmierć głodowa.
Moje zwierzęta głodują. Poniosłam klęskę - wyznaje Bożena Wahl. Szczerze odkrywa bolesną prawdę o swoim schronisku. Została sama z górą problemów. Nie pomaga jej Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Prywatnych sponsorów też jak na lekarstwo.
- Za gehennę moich zwierząt oskarżam siebie, bo przyłożyłam rękę do stworzenia sielankowego obrazu mojego schroniska. Oskarżam też tych, którzy twierdzą, że zajmują się opieką nad zwierzętami, a tak naprawdę nic nie robią - mówi Bożena Wahl. - O schronisku pisano piękne artykuły, kręcono filmy. Że psy na kanapach się wylegują, tak dobrze mają. I ludziom podobał się ten psi raj.
Dorobiła się 500 psów. Pomagali jej, ale jeszcze chętniej podrzucali jej niechciane zwierzęta. Myśleli, że lepiej oddać psa do pani Bożeny na kanapę niż do schroniska na warszawskim Paluchu, gdzie zwierzaki żyją w klatkach. Dzięki Bożenie Wahl uspokajali sumienia.
- Przywozili i ciągle przywożą... Aż dorobiłam się 500 psów! Za dużo i dlatego moje schronisko znalazło się na skraju przepaści. Codziennie zadręczam się, czy będę miała czym nakarmić psy - mówi pani Bożena.
Jej ogrodzone siatką gospodarstwo koło Rawy Mazowieckiej słychać z daleka. Wita nas ogłuszające szczekanie i tumany kurzu wzniecone przez czworonożną hałastrę. Na podwórzu, przy siermiężnych budynkach, morze merdających ogonów. Małe, średnie i wielkie psy. Młode, stare, ślepe, kulejące, skołtunione. Najwięcej kundli, ale i rasowych nie brakuje. W piętrowym budynku, zamieszkiwanym przez Bożenę Wahl, wszędzie psy. Chodzą, leżą na starych wersalkach, tapczanach, fotelach, derkach.
Smród. Koce, choć na okrągło prane, przesiąkły zapachem czworonogów. Pracownicy schroniska otwierają wszystkie okna.
Podrzucają
Zanim Bożena Wahl 13 lat temu przeprowadziła się pod Rawę, mieszkała na warszawskiej Starówce. Sąsiedzi byli niezadowoleni, bo w pracowni trzymała kilkadziesiąt kotów i psów, podrzuconych jej na klatkę schodową. Wyrzuconych przez swoich właścicieli, niechcianych. Nie potrafiła przejść koło nich obojętnie, litowała się. W końcu musiała wynieść się z Warszawy. - Alicja, moja siostra bliźniaczka, kupiła mi 8 hektarów pod Rawą. Przeniosłam się ze zwierzętami - informuje.
Skromna sypialnia na piętrze. Na dużym łożu Bożeny Wahl kilkanaście niedużych psiaków. Żeby rozmawiać, trzeba je co chwila uciszać.
- Założyłam fundację i przez pierwsze dwa lata, dopóki psów było 150-200, dawałam sobie radę - mówi Bożena Wahl. Ale niechcianych, odrzuconych przez innych zwierząt ciągle przybywało.
- Podjeżdżają samochodami i wyrzucają psy. Albo przywiązują do drzewa czy płotu - opowiada.
Przygarniała psy, karmiła, leczyła, oswajała, żeby po szoku doszły do siebie i uwierzyły, że nikt ich nie skrzywdzi. I choć już nie chce nowych zwierząt, bo schronisko nie jest z gumy, obcy ludzie cały czas na siłę uszczęśliwiają ją kolejnymi psami. - W tym tygodniu już siedem mi podrzucono - denerwuje się. Pokazuje dwa świeże nabytki: czarne, przerażone kundelki. Najchętniej przebywają w jej sypialni. - Nikt mnie nie pyta, czy jest miejsce na kolejnego psa - żali się. - Czy ja mam siły, zdrowie i środki, by się nim zająć... Ale wiedzą, że nie skażę go na śmierć, przygarnę.
Nie mów prawdy
W domu Bożeny Wahl mieszka około 150 psów, na wybiegach ponad 350. Zwierzęta na okrągło wymagają opieki. W nocy też muszą czuć obecność właściciela, inaczej zaprowadzą własne rządy. Bo wszystkie żyją na wolności, nie w boksach, jak w innych schroniskach.
- Wszystkie są wykastrowane i wysterylizowane, inaczej nie dałabym rady zapanować nad nimi - tłumaczy Wahl.
Żeby je nakarmić, zapewnić właściwą opiekę, potrzeba sporych nakładów. Miesięcznie 25 tys. zł: jedzenie, gaz, prąd, pensje (i tak minimalne) dla 7 pracowników. Bez ich pomocy Bożena Wahl nie dałaby rady. Kilka razy dziennie trzeba uprzątnąć podwórka, bo błyskawicznie robi się szaro od odchodów.
Od kilku lat Bożena Wahl z trudem wiąże koniec z końcem, ale nie skarżyła się.
- Powiesz prawdę, to ludzie przestaną ci pomagać. Będą mówić, że nie umiesz prowadzić schroniska - ostrzegali znajomi, kiedy świerzbił ją język.
- Powstrzymywałam się. Nie miałam odwagi przyznać się do porażki - wzdycha.
Za każdym razem, kiedy głód zagrażał jej schronisku, siadała do telefonu. Wydzwaniała gdzie się dało, żebrała o pomoc. Zaczęła malować portrety psów i kotów i sprzedawać je po obniżonej cenie.
- To była następna klęska! - opowiada o aukcjach i wernisażach, które niedawno miała. Na wernisaż stawiła się cała elita kulturalna, znani posłowie. Głośno obiecywali jej pomoc, opowiadali o miłości do zwierząt. - Jedynie dwa obrazy kupiła moja dentystka z Rawy. Byłam zszokowana - mówi Wahl. Na aukcję przyszła kupa artystów. - Śpiewali, tańczyli, bawili się, a ja siedziałam zmartwiała jak trup, bo nie sprzedałam ani jednej pracy. Do skrzynki wrzucili mi 180 zł. Moje środowisko nie pomaga mi - mówi. - Znam wszystkich, którzy mogliby mi pomóc, a nie pomagają.
Łapki najtańsze
Kiedy przed laty wyjechała pod Rawę, mieszkańcy okolicznych wsi uznali, że jest wariatką. Zamiast siedzieć w mieście, zachciało się jej psy niańczyć! Teraz czuje też niechęć swojego środowiska.
- Ci, którzy ze mnie szydzą, nie rozumieją, że można żyć nie tylko dla siebie. To mój wybór. Dlatego to, co inni o mnie myślą, nie martwi mnie. Ale... czasem, gdy przygniatają mnie problemy dnia codziennego, wpadam w panikę - wyznaje.
Właśnie pracownicy schroniska w asyście głodnych psów wnoszą do pokoju plastikowe skrzynki z gotowanymi kurzymi łapkami. Bożena Wahl zaczyna wydzielać jedzenie.
- To rarytas - mówi o kurzych łapkach. Zwykle jedzą surowe, bo nie mam pieniędzy na węgiel - tłumaczy. - Na nic innego, poza najtańszymi (10 groszy za kilogram) łapkami, jej nie stać.
- Moje psy głodują. Wydzielam im po 3 łapki kurze, czasem po parę ziarenek karmy, którą ktoś z litości przywiezie - opowiada.
Zdarza się, że ktoś podaruje trochę starego makaronu, kilka puszek karmy. Przy takiej ilości psów to kropla w morzu potrzeb.
- Patrzę w oczy moich wygłodniałych psów i serce mnie boli z żalu i bezradności - skarży się znana malarka. - Wierzyłam, że podołam, kiedy na fundację przychodziło miesięcznie 15-18 tys. Potem 10 tys., 3 tys... Systematycznie coraz mniej. Teraz, gdy psów jest tak dużo i ciągle ich przybywa, sytuacja stała się tragiczna. Zimą nie miałam na węgiel. Ledwo przetrwałam... Za gehennę moich zwierząt oskarżam siebie, bo przyłożyłam rękę do stworzenia sielankowego obrazu ich życia. Oskarżam też tych, którzy twierdzą, że zajmują się opieką nad zwierzętami, a tak naprawdę nic nie robią.
Koniec udawania
Dlatego postanowiła: koniec udawania, że jest dobrze! Nie mówiąc prawdy, sama sobie zaszkodziła. Zaplątała się w sieć, którą sama sobie uplotła.
- Na całym świecie schronisko oznacza opiekę, schronienie, a u nas, w Polsce, śmierć prawie - podkreśla. - Przyłożyłam rękę do tego, że społeczeństwo nie zna całej prawdy - mówi.
Nie skąpi też pełnych goryczy słów pod adresem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Całe to środowisko rzekomo zajmujące się opieką nad zwierzętami nawet nie wie, co się dzieje w schroniskach. Żadna z organizacji - TOZ czy Animalsi - nie ma inspektorów, którzy wizytowaliby schroniska. Nie pomaga też tym, które są. Raz od TOZ-u dostałam 400 zł pomocy. I już nigdy więcej. Nawet nie zainteresowali się, jaka jest u mnie sytuacja. Oni powinni się mną chwalić, bo wydaję wszystko, co posiadam, na opiekę nad zwierzętami - oskarża malarka.
Uważa, że rację bytu mają małe schroniska, na najwyżej 50-60 psów, mieszkających w specjalnych zabudowaniach z wybiegami. Bez problemów mogłyby się utrzymać. Tak jest na Zachodzie.
Patrzę w psie oczy
Czasami Bożena Wahl ma dosyć tej armii merdających ogonów, tego ciągłego szczekania. Czuje się osaczona. - Ale wystarczy, że spojrzę w pełne miłości psie oczy i zły nastrój zaraz przechodzi. Żaden mężczyzna nie dał mi tyle szczęścia, co one mi dały - mówi o podopiecznych. Uważa, że to dzięki nim jest fenomenem zdrowia. Liczne kiedyś choroby minęły, kiedy poświęciła się zwierzętom. Codziennie wstaje o 6 rano, kładzie się o 22. A z nią dwadzieścia kilka psów.
- Widocznie mam zdrowie, by jeszcze służyć zwierzętom. I nadal chcę prowadzić schronisko, ale potrzebuję wsparcia. Do jesieni dotrwam cudem. Ale co potem?!...
autor: MAŁGORZATA JANCZEWSKA, LESZEK MISIAK
Strona schroniska: www.schronisko.alpha.pl
NUMER KONTA
PEKAO SA I/O SKIERNIEWICE
43 1240 3321 1111 0010 0848 5156
Blagam was sprubujcie namowic rodzicow aby wyslali na to konto bankowe choc 10zl.Ja postaram sie moich namowic aby wyslali choc 10 zloty rowniez.Nie pozwolmy umrzec dobru.Umrzec chetnej do pomocy sraje kniecie oraz jej pieskom.Przekonjamy jakos odzicow.Trzeba cos zrobic!!1